Sinodrom melduje powrót.
W
Virtual China piszą o stronie, na którą można trafić po wpisaniu www.google.cn.com. Wygląda mniej-więcej tak:

Jeżeli wasza przeglądarka przedstawia się jako polskojęzyczna (albo strona rozpoznaje numery IP), zobaczycie ten sam tekst po polsku. Pod nim pole do wyszukiwania oraz kilka linków (również po polsku).
O co chodzi?
Domena google.cn.com jest przykładem tego, jak można zarabiać wykorzystując nieetyczne metody (tu: wykorzystywanie dobrze rozpoznawanej nazwy google, podobieństwa adresu, oraz wykorzystując prawdopodobieństwo błędnego wpisania adresu przez internautę). Owa domena jest zaparkowana w firmie sedo.com i w naszym rozumieniu – nie posiada własnej wartościowej treści. Jest zaledwie zbiorem linków i reklam. Próba wyszukiwania czegokolwiek za pomocą wyszukiwarki znajdującej się na stronie nie przyniesie rezultatów.
Wykorzystywanie w ten sposób zaparkowanych domen jest nie do końca uczciwe, bo przeciętny użytkownik internetu nie rozumie co się dzieje, ale z drugiej strony na tyle sprytne, że można na tym zarobić, a w razie czego powiedzieć, że „niechcący” wykorzystywało się zbieżność adresową i przecież nie wykorzystywało tego w żaden szkodliwy sposób (bo cóż drobne reklamy, skoro strona była zaledwie zaparkowana i trzymana tylko po to, by ostatecznie w dobrym geście oddać tenże adres prawowitemu właścicielowi, czyli google?;) ).
Tak czy inaczej google.cn.com nie należy do google.com i jest fake’iem.
Postanowiłem zobaczyć co ciekawego można znaleźć szukając google.cn.com w google. Otóż adres google.cn.com pojawia się na liście nieprawdziwych adresów googlopodobnych z
Google Operating System: Fake Google Belarus Homepage (patrz w komentarzach), a tak poza tym, to pojawia się de facto tylko, gdy autor danego tekstu miał na myśli adres google.com.cn i napisał go przestawiając ostatnie dwa człony w pomyłce. Tak więc wniosek prosty – skoro ludzie z branży potrafią się pomylić, to co dopiero zwykły śmiertelnik?
W Virtual China głównym punktem ekscytacji całą sytuacją było to, że wśród linków wyświetlanych na tej stronie, pojawił się odsyłacz „call girl shenzhen”. Nie mogę powiedzieć jak jest na pewno, ale najprawdopodobniej jest to prosty zabieg wykorzystujący:
- geolokalizację (to samo, co sprawia, że my widzimy tekst po polsku),
- automatyczne generowanie słów z jakiejś puli (być może system zapamiętuje wpisywane w polu wyszukiwarki słowa, a później wykorzystuje je przy wejściach kolejnych gości z podobnej grupy – np. z tego samego kraju, mówiących w tym języku itp.)
W praktyce wyglądałoby to następująco: jakiś osobnik który jest w Chinach wpisuje adres google.cn.com (przez pomyłkę, lub jest Amerykaninem, który zakłada, że wszystkie adresy kończą się na .com;) ), widzi jakąś dziwną stronę niepodobną do standardowej strony google’a, ale myśli – no tak, chińska wersja (albo myśli, dobra to nie google, ale chociaż to wypróbuje), wpisuje shenzhen, bo chce się czegoś o tym miejscu dowiedzieć. Wyniki są oczywiście bezużyteczne, lub ich nie ma, więc daje sobie spokój, ale słowo shenzhen jest zapamiętane przez system i zostanie wyświetlone przy następnej wizycie osoby z Chin. Żeby dany link bardziej przyciągał wzrok – dodane jest „call girl” – seks zawsze poprawia klikalność linka – no i jest jak jest! Szkoda, że nikt VC nie pokwapił się żeby wejść na tamten link, bo jestem niemal przekonany, że nic z panienkami na telefon w Shenzhen nie miał wspólnego.
Etykiety: chiny, google, internet, wyszukiwarki